sobota, 17 września 2016

Sobota

To koniec. Ewa zjadła owoc. Zwierzęta zbuntowały się, a cały czas pada deszcz. To koniec naszego życia w Raju. Musimy stąd iść.

Środa

Wąż ją kusi. Nie wiem co to znaczy, ale myślę, że to nic dobrego. Cały ten wąż mówi, że dzięki temu będzie piękna i mądra. Brzmi to nieźle, ale ja nadal sądzę, że nie przyniesie to nic dobrego.

Poniedziałek

Zwierzyła mi się, że powstała z mojego żebra. Ta dziewczyna nie umie kłamać, nadal mam swoje żebra i nie zamierzam nikomu ich oddawać.

Sobota

Ewa jest wszędzie. Gdzie nie spojrzę widzę zrobione z kamienia rzeźby. Planuje zrobić nawet moją podobiznę. Trochę się tego boję...

Środa

Znalazłem sobie idealny głaz do smażenia pożywienia. Idealnie nasłoneczniony, z dala od hałasu. Jednak nie cieszyłem się nim długo, ponieważ To Coś wtargnęło tam i usmażyło dwa ptasie jaja. W tym jedno dla mnie. Przedstawiła mi się jako Ewa. Ewa. To też mi się podoba. Z jednej strony bardzo denerwuje mnie nazywanie wszystkiego, ale czasami wpada na kreatywne pomysły. Chyba zaczynam ją lubić.

Wtorek

To Coś zaczyna wszystko nazywać. Przypisała sobie funkcję Szefowej do Spraw Kreatywnego Nazywania Otaczającego Nas Świata. Zaproponowała mi abym został jej osobistym asystentem, ale grzecznie podziękowałem. Świat - bardzo podoba mi się te słowo. Ale nie powiem jej tego. Na razie.

Poniedziałek

Wstałem rano i od razu po przebudzeniu zauważyłem dwa duże ślepia wpatrzone we mnie. Zerwałem się z łoża i zobaczyłem przed sobą... No właśnie sam nie wiem, co zobaczyłem... Budową przypominało mnie, ale włosy miało zdecydowanie dłuższe.  Było uśmiechnięte od ucha do ucha. Od samego rana chodzi moimi ścieżkami, czuję się, jakby mnie śledziło... Jestem samotnikiem, nie lubię towarzystwa. Może dlatego, że nigdy go nie miałem...